
Miasto i dżungla. Jak natura wrosła w cywilizację, to kolejna książka Bena Wilsona, autora Metropolis. Największego wynalazku ludzkości, pozycji „obowiązkowej” dla każdego urbanofila, wciągającej i pasjonującej, napisanej z przekonaniem i chęcią pokazania różnorakich argumentów na dowód, że historia ludzkiej cywilizacji jest historią miast.
Miasto i dżungla rozczarowuje, choć nie sposób odmówić tej książce wartości informacyjnej. Lektura wymaga zapału i wysiłku. Jeśli determinacja dotarcia do końca tekstu zwycięża, to zmusza czytelnika do pogodzenia się z koniecznością przedzierania się przez gąszcz informacji, których autor nie porządkuje, nie układa w przemyślaną sekwencję, ku kulminacji. Jak zrobił to w Metropolis.
Wśród bogactwa różnych wątków Miasta i dżungli można się pogubić, trochę jak w dżungli albo w wielkim mieście… Wiadomości, obserwacje, opisy procesów czy zjawisk, serwowane są tyleż obficie co bezładnie, jakby przerost i chaos były istotą miasta.
Ale jeśli „wyobrażacie sobie miasto przyszłości, (to) mniej myślcie o inteligentnej technologii, latających samochodach i drapaczach chmur, a więcej o spadających liściach, uprawach rolnych na płaskich dachach, surowych miejskich łąkach i gęstych leśnych zagajnikach [Wilson, Miasto i dżungla, s. 39], to nie ma wyjścia, trzeba przebrnąć przez tę biofilską biblię.
Wilson Ben (2025) Miasto i dżungla. Jak natura wrosła w cywilizację. Kraków: Wydawnictwo Znak Horyzont
Przekład Moniki Skowron