Miasto: przygoda (prawie) miłosna

Wylądować wieczorem w jakimś mieście,
którego nie znam,
które przeczuwam,
o którym czytałem.
Złożyć walizki w pokoiku hotelowym
i zanurzyć się w to miasto.
Jest to przygoda prawie miłosna”,
powiedział Zbigniew Herbert w wywiadzie dla Polskiego Radia. Pisał też, że:

„pierwsze godziny w nowym mieście należy poświęcić na łażenie według zasady: prosto, potem trzecia w lewo, znów prosto i trzecia w prawo.
Można też jak sierpem rzucił.
Systemów jest wiele i wszystkie dobre”. (źródło: Anna Cymer „Sztuka fantazji i kamienia: Zbigniew Herbert o architekturze„).

Przygoda (prawie) miłosna w mieście nam współczesnym, tej dekady XXI w., to wciąż emocje i silne wrażenia, ale afektacje raczej dalekie od romansu/romantyzmu: rywalizacja, kody, zagadki, agenci, sieci i tajemnice… a do tego Turcy, Naziści, Sowieci…

Miasto wzywa, do przygody…